wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY
26 czerwca 2020
wszystkie artykuły z działu >> ROZMOWY

"Czym dla Pana jest szkło?" Profesor Zbigniew Horbowy w rozmowie z dr Krystyną Łuczak-Surówką

Szkło kocha się tak, że można za nie rzucić się do pieca.” – mówił profesor Zbigniew Horbowy, wspaniały człowiek, wybitny projektant, innowator i twórca (jak sam mawiał) artystycznego szkła użytkowego. 17 czerwca 2020 roku minęła pierwsza rocznica śmierci  profesora. My wspominamy profesora wywiadem, który przeprowadziła dr Krystyna Łuczak-Surówka 3 kwietnia 2017 roku w Leśnej Hucie mistrza Henryka Łubkowskiego, w Szklarskiej Porębie.

Krystyna Łuczak-Surówka: Czym dla Pana jest szkło?

Zbigniew Horbowy: Gdybym mógł się jeszcze raz urodzić, to na pewno w hucie szkła. To jest miłość od pierwszego wejrzenia. Jak przyjechałem 15 stycznia 1959 roku do Huty Szkła ‘Sudety” w Szczytnej i wysiadłem z pociągu – nie wiem dlaczego, ale wtedy pociągi się nie spóźniały – na dworcu zwały śniegu, na górze zamek, jak w bajce. Zrobiłem parę metrów i pytam się jakiejś kobiety: „Gdzie jest huta?” „O to Pan nie wiedzą: Tam gdzie jest komin” – odpowiedziała.

Jak przyszedłem pierwszy raz na hutę to dostałem amoku. To połączenie ognia, szkła, specyfika zawodu. Hutnicy od szkła mają inny charakter, który jest tworzony przez materię. Szkło decyduje o wszystkim.

Huta ma pewną poetykę…

Ależ naturalnie. To się nie da tak od razu powiedzieć. Uczyłem się tej huty. Co wiedziałem? Nic nie wiedziałem. Byłem w trakcie robienia dyplomu. Nie można robić szkła na pół gwizdka, albo tak albo nie. To jest praca dla ludzi zdecydowanych.

Kiedy jest się w hucie to jest taki rodzaj tańca?

Muzyka, taniec. Tak, takie skojarzenie mogło się zdarzyć. Hutnicy to jest specyficzny typ pracownika. Są bardzo wrażliwi na punkcie swojej pracy. Są bardzo łagodni, że do rany przyłóż, ale trzeba się troszeczkę do nich dostosować.  

Praca projektanta szkła jest uzależniona od przyjaźni z hutnikami?

Ale naturalnie. Ja do huty szedłem na bezdechu. Mi zawsze było dobrze w hucie, nie mogłem pojąć, że koledzy narzekali, że to albo tamto… Chodziłem na 7 rano do pracy, pracowałem do godziny 15, szedłem na jakiś obiad i o 16 byłem z powrotem w hucie. Codziennie. Z czasem uzyskałem w hucie swoją pracownię. Projektowałem szkło. Pracowałem w wielu hutach. Gdybym miał zaczynać od nowa, to bym zrobił to samo.

Gdybyśmy cofnęli się do wcześniejszych czasów. Jaka droga zawiodła Pana na akademię, a później do szkła?

Jaka droga prowadziła mnie do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (od 2008 Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu)? Urodziłem się na kresach Horbowy-nowa-era_exspacewschodnich Rzeczypospolitej we wsi Łanczyn, która nie wiem czy jeszcze jest, pewnie do Moskwy teraz należy. Cała moja rodzina się stamtąd wywodzi. Zajmowali się ważeniem soli. Pierwsza wojna światowa w zasadzie skasowała biznes. Moi dziadkowie wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. To były piękne, ale biedne czasy. Byłem wtedy dzieckiem, ale pamiętam strumyk płynący koło naszego domu. Piękna okolica. Była wojna, uciekliśmy przed banderowcami z Łanczyna do Kołomyi. Doczekaliśmy tam do końca wojny no i kazali nam się wynosić na ziemie zachodnie. I pojechaliśmy, to było jedyne wyjście. Nie chcieliśmy mieszkać zbyt daleko od przedwojennej polskiej granicy. Osiedliliśmy się, jako ostatni z transportu, w małej mieścinie Kargowa, między Sulechowem, a Wolsztynem. I tam chodziłem do szkoły podstawowej. W szkole były trzy grupy: Niemcy, poznaniacy i my ze wschodu. Później chodziłem do znakomitego Gimnazjum w Wolsztynie. To były inne czasy. Mieszkania dla profesorów. Znamienite przedwojenne osobowości. Wszystko najważniejsze czego się nauczyłem to właśnie w ogólniaku.

A studia?

A opowieści o studiach się z chwile zaczną. Ostatni rok w ogólniaku siedziałem w jednej ławce z Jerzym Antkowiakiem. Wybieraliśmy się na studia Jerzy do Warszawy, ja do Poznania. Ale dowiedzieliśmy się, że we Wrocławiu jest uczelnia, która ma egzaminy dwa tygodnie wcześniej. Więc pojechaliśmy. Nie bardzo wiedząc co będziemy robić. Jeszcze zaznaczę, że w ogólniaku byliśmy obaj najlepsi w malowaniu, robieniu napisów, także wydawało nam się, że mamy zdolności plastyczne. Jak przyjechaliśmy do Wrocławia, jak zobaczyliśmy jak ludzie rysują uzmysłowiliśmy sobie, że my nie mamy pojęcia o rysowaniu. Gdzie mieliśmy się tego nauczyć? To było zrządzenie losu, że nas przyjęto.

Często jest tak, że trzeba pojawić się w odpowiednim momencie w odpowiednim czasie. Skąd szkło?

Profesor Stanisław Dawski, który był rektorem wybierał sobie studentów i wybrał mnie do uczestnictwa w zajęciach na Katedrze Szkła Artystycznego (Stanisław Dawski będąc rektorem (1952–1965) kładł nacisk na kształcenie zarówno w sztukach „czystych”, jak i sztukach użytkowych, dbając o rozwój pracowni szkła, ceramiki i architektury wnętrz. Za jego kadencji powstał Wydział Ceramiki i Szkła, gdzie Stanisław Dawski prowadził Katedrę Szkła Artystycznego.)

Mówi Pan, że profesor Dawski nie wiedział kogo wybiera, a ja myślę, że wiedział, miał duże doświadczenie, potrafił obserwować.

Profesor Dawski co roku sobie wybierał dwóch, trzech studentów. Nasz wydział Katedra Szkła miał max. 15-20 osób. To były świetne studia. Profesor nie stworzył żadnego szkła, ale wychował całe pokolenie. Wcześniej nie było szkła w Polsce. Przed wojną profesor Jerzy Kurzątkowski próbował coś ze szkła robić, potem Pani profesor Halina Jastrzębowska i kilka innych osób. To jest ta grupa przedwojenna. Wojna to wiadomo. Pierwsi absolwenci Katedry Szkła Jerzy Orkusz, Józef Jarnicki. Też nie było ich dużo. Później profesor Dawski wyjechał do Warszawy i kierownikiem katedry został Ludwik Kiczura. I miał orkę na ugorze. Bo myśmy byli przyzwyczajeni do Profesora Stanisława Dawskiego i jego znakomitych korekt. Nikogo nigdy nie obraził, nigdy.

No i później praca w Hucie. Początki musiały być bardzo trudne. Huta nie była nastawiona na prace z projektantami.

Początki były bardzo trudne. Huta absolutnie nie była przygotowana na pracę z projektantami. W ogóle nie wiedzieli o co chodzi. Były trudne momenty. Muszę powiedzieć, że byłem pierwszym człowiekiem z wyższym wykształceniem w Hucie Szkła Kryształowego „Sudety”, moim pierwszym miejscu pracy po studiach. Na ponad 1000 osób, które w hucie pracowały, ale nigdy nikt mi nie dokuczył.

Na początku musiał Pan sam wymyślić swój warsztat pracy i współpracy. Model współpracy: ja jako projektant i huta.

Już mówię, co zadecydowało o mojej przydatności. To były czasy, gdy opłacalny był export. Przyjeżdżali klienci ze świata do huty. Ja byłem na etacie kreślarza. Któryś z dyrektorów posłał po mnie, bo trzeba było coś narysować. Rysowanie nie było dla mnie problemem. Do dzisiaj pamiętam nazwisko tego człowieka Katz z Nowego Jorku, firma Toscany i jego prośbę: „Zechcesz Pan mi coś tutaj dorobić do tego naczynia”. I tak się zaczęło. Musiałem się wiele nauczyć. U nas miarą pojemności jest gram. Anglosasi mają uncje = 28,35 grama, jeden funt brytyjski = 16 uncji, 1 kilogram = 2,204 62 funta.Ja się musiałem tego nauczyć i narysować tak ten wycinek, żeby zrobić szablon i wydmuchać formę i zmierzyć ile się mieści wody. Musiało być idealnie, bo jak nie to do bani wszystko. Wszystko się dobrze rozwinęło i klienci bardzo chętnie przyjeżdżali i wracali do Szczytnej. „Zechce Pan mi zaprojektować kufel na ¾ funta/pounda” – Matko święta co to jest funt/ pound?Klienci bardzo chętnie korzystali z moich projektów, przekonani że zarabiam majątek jako ‘designer’. I tak krok po kroku uzależniłem zakład pracy od moich rysunków – projektów. Jak ja się pomyliłem to wszystko było do kitu.

Po eksporcie przyszedł czas na Polskę. Pana produkty były rozchwytywane, handlowała nimi min. Desa. Publikacje w ilustrowanych magazynach. Gwiazdy filmu i estrady się fotografowały na tle Pana produktów.

Mogę powiedzieć bez fałszywej skromności - Szczytna błysnęła dzięki wzornictwu. Bo jeżeli taki klient ośmielił się dzwonić z Londynu i pytać, czy ja będę wtedy, a tedy w pracy gdy on przyjedzie. To moje dyrektory dziwili się, że do mnie dzwonią, a nie do nich. Zawsze miałem postawę kompromisową, nie chciałem ośmieszać moich dyrektorów. Było tam, w Hucie trochę dziwnych ludzi. Jeden z dyrektorów technicznych miał tylko 4 klasy. 

Nadszedł czas na zmiany związane z…

… ograniczeniami technologicznymi. Kolejny etap to Huta Szkła Artystycznego „Barbara” w Polanicy-Zdroju, gdzie od 1975 jako kierownik artystyczny prowadziłem eksperymentalne studio projektowe. Otwarcie Huty Barbara w 1974 roku to było święto przemysłu polskiego. To bardzo dobra huta.

To był taki moment przejścia.

Największy szacunek mam do profesora Dawskiego i do dyrektora Lorka, dyrektora huty w Szczytnej. Jeden i drugi pozwalali mi być w pracy tylko trzy dni. Trzy dni huta, trzy dni szkoła.

Szkoła to nowa historia. Najpierw był Pan studentem, później wykładowcą.

Pracę dydaktyczną na macierzystej uczelni, pracując jednocześnie w przemyśle, podjąłem od 1965 roku. Moim atutem było doświadczenie. Organizowałem studentom prace w hucie. Nie ma lepszej drogi do nauki - pokaż co umiesz.

Myślę, że dla studentów było bardzo ważne, że mogli konfrontować swoje projekty z kimś, kto ma doświadczenie i praktykę. Dla studentów to przecież było marzenie pracować w hucie.

Nie, oni się bali. Szczytna to były osiedla, bez asfaltowej drogi tylko huta, wielka huta. Oni nie wiedzieli jak się zachować w hucie. Starałem się im przybliżać realia. Z upływem lat się to zmieniało. Praca w Hucie była wyróżnieniem.

Pan przecierał jako ten jeden z nielicznych szlaki.

Tak, zaczynając od tego, że huta poczuła kim jest projektant. Najpierw były telefony od klientów, później zaczęły pojawiać się nagrody, udział w wystawach w Polsce i na świecie i wywiady w radio i telewizji. Przypominam sobie jedno z zabawniejszych pytań w TV: „Dlaczego zajął się Pan szkłem? – Dlatego, że lewa strona społeczeństwa i prawa używa tych samych kieliszków”.

Był Pan szanowanym i rozchwytywanym projektantem.

Tak i wygłupiałem się ostro. Byłem bezkarny. Tą pensyjkę, którą mi dawali to ja się z niej śmiałem. Chciałem sobie kupić nowe auto, więc z Katarzyną Karpińską moją śp. koleżanką malowaliśmy ogromne ściany, nie jest łatwo trzymać się prawą ręką rusztowania i lewą malować.

Chce Pan powiedzieć, że zarabiał Pan pieniądze na malowaniu olbrzymich ścian, a nie na szkle?

Tak. Na szkle nie. Nikt mi nie chciał płacić. Bo skąd brać pieniądze na projektanta? W kalkulacji cenowej wyrobu, na którą składają się koszty ogólne, koszty wydziałowe, koszty takie i owakie, nie było kosztów projektanta.

Przy tej skali wzorów, produkcji i nagród? Tu mnie Pan zaskoczył.

W ramach etatu miałem niziutką pensję, pensję kreślarza. Przy okazji budowałem jeden dom, potem drugi, jakieś samochody. Trzeba było te pieniądze zarabiać. Te ściany reklamowe mnie utrzymywały.

Tym bardziej mam wielki szacunek, że ta pasja szkła wytrzymała dekady. Bardzo dziękuję za fascynującą rozmowę.

Mi też było bardzo miło.

krystyna-luczak-surowka-horbowy-wazon-krystyna

Profesor Zbigniew Horbowy, Krystyna Łuczak-Surówka i wazon "Krystyna", który profesor zadedykował autorce wywiadu / foto Zdzisław Sobierajski

horbowy_nowa_era_Profesor_Zbigniew_Horbowy_exspace

Profesor Zbigniew Horbowy i Kolekcja HORBOWY NOWA ERA / foto Aleksandra Kujawska

horbowy_nowa_era_exspace

Kolekcja HORBOWY NOWA ERA / foto Olek Iwaszkiewicz

horbowy_nowa_era_Profesor_Zbigniew_Horbowy_exspace

Profesor Zbigniew Horbowy / foto zdjęcia: materiały prasowe Horbowy.pl

horbowy-home-decor-2020-exspace

Premiera kolekcji HORBOWY NOWA ERA na targach Home Decor 2020 (Poznań) / Od lewej (góra): Bogumił Gala, inwestor i spiritus movens powstania kolekcji HORBOWY NOWA ERA, mistrz Krzysztof Dżendżera, profesor Zbigniew Horbowy, Zbigniew Tomaszewski (technolog odpowiedzialny za receptury), Leszek Kulawiak (artysta hutnik odpowiedzialny za ostateczny kształt i barwę szkieł profesora) / foto Exspace.pl

horbowy_nowa_era_Profesor_Zbigniew_Horbowy_exspace

Kolekcja HORBOWY NOWA ERA / foto Olek Iwaszkiewicz

horbowy_nowa_era_Profesor_Zbigniew_Horbowy_exspace

Kolekcja HORBOWY NOWA ERA / foto Zdzisław Sobierajski

zdjęcie Zbigniewa Horbowego w tekście: Zdzisław Sobierajski

zdjęcia: materiały prasowe Horbowy.pl, Olek Iwaszkiewiecz, Exspace.pl

Zainteresowanych zakupem artystycznego szkła Zbigniewa Horbowego - z Kolekcji HORBOWY NOWA ERA zapraszamy do kontaktu z Panem Bogumiłem Galą: poczta@galaeria.com

+ HORBOWY NOWA ERA

+ SKLEP GALAERIA.COM

 

marketing_wystawienniczy_exspace

 

 

 

wizytówki

Komentarze:

loading
Byłem,widziałem i dokonało się.
skomentowany przez    Gajczak Artur    06 lipiec 2020, 22:36 obserwuj post

Reklamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.